Runy, astrologia, tarot

Runy Komentarze (0) »

Już dawno, znaleziono optymalne połączenie pomiędzy tarotem, astrologią i runami. W poniższych tabelach znaleźć można zestawienie tych trzech systemów.
Mimo, że runy naprawdę dużo i trafnie potrafią odpowiedzieć na właściwie zadane pytanie, warto jednak zapoznać się – jakie są powiązania pomiędzy tym co mówią runy, astrologia i tarot. Połączenie w spotkaniu z klientem run, tarota i astrologii daje możlwiość obszerniejszego wglądu w życie człowieka. Czasem chcielibyśmy wiedzieć, jaka będzie pora roku, kiedy dana rzecz się wydarzy, lub pogłębić charakterystykę danej osoby – można wtedy skorzystać z porównania run do astrologii. Osobowość człowieka jest symbolicznie powiązana z procesami natury, co łatwo zauważyć na następującym przykładzie.

Runy a astrologia

Baran / Kenaz- nasiono otwiera się, by rozpocząć nowe życie
Byk / Fehu – wypuszcza korzeń w ziemię i rośnie, opór i wola przetrwania
Bliźnięta / Raido – wypuszcza pęd ku górze, do słońca, egzystuje w dwóch światach, podziemnym i ponad ziemią (żywioł ziemi i powietrza)
Rak / Berkano – zapołdnienie, zapylanie, uczucia macierzyńskie i ojcowskie, rodzina
Lew / Sowelo – dojrzałość nasienia, pewność siebie, bogactwo
Panna / Jera – zbiór plonów, pilność, porządek
Waga / Wunjo – wprowadzenie równowagi, rozważanie zbóż, segregowanie ich
Skorpion / Petro – proces zamierania, kontynuacja życia w nasieniu
Strzelec / Iwaz – sen zimowy, rozwój życia duchowego, plany na przyszłość, weryfikacja doświadczeń
Koziorożec / Naudiz- krystalizacja, walka o przetrwanie, zimno
Wodnik / Hagal – oczekiwanie przed wiosną, obserwacja natury
Ryby / Isa – pęcznienie nasion w ziemi, drgnienie do nowego życia w tym, co pozostało po starym

Tarot i runy
Ponieważ run jest 24, natomiast kart tarota 22, dlatego pod dwie karty przyporządkowane zostały po dwie runy. Te dwa arkana niosą bardzo szeroką i głęboką informację, dlatego przypisanie im dwóch run jest logiczne, zwłaszcza dla osoby, która zajmuje się tarotem i jego symboliką.

Magia runiczna

Magia, Runy Komentarze (0) »

Artykuł autorstwa Benjamina Rowe

Wszelka skuteczna magia opiera się na trzech podstawach: wyobraźni, emocjach i odczuciach. Wszystko inne – wszystkie słowa, gesty, narzędzia i stroje, wymyślne kręgi i sprzęty – służy wyłącznie umocnieniu i zogniskowaniu tych trzech zdolności. Jeśli którejś z nich brakuje, przedsięwzięcie przypuszczalnie się nie powiedzie, ale opanowawszwy biegle wszystkie trzy, można obejść się bez praktycznie wszystkich innych rzeczy, które według niektórych są absolutnie niezbędne w praktyce magicznej.

Spośród tych trzech czynników to emocje napędzają całe przedstawienie; emocje pochodzące z wnętrzności, nie z serca. Pójdę nawet dalej: moc, która stoi za magią, to nawet nie tyle emocje (uczucie), co namiętność. Namiętność w sensie przemożnego pragnienia, żeby zetknąć się z tym, co się inwokuje; pragnienia, które nie nakłada na ten kontakt żadnych ograniczeń, ale jest tak jednostronne, że w jego zasięg wchodzi tylko ta jedna inwokowana moc. I namiętność w sensie bezgranicznego entuzjazmu dla poczynań, przy pomocy których dąży się do osiągnięcia tego kontaktu. Przyznaję, jest to przypadek wyidealizowany. Ale im bardziej się do niego zbliżyć, choćby na kilka chwil, tym większa szansa, że przedsięwzięcie się uda.

Ta szczególna, dążąca do kontaktu namiętność wytwarza magiczną więź pomiędzy magiem a tym, co ten mag inwokuje – albo poszerza ją i wzmacnia, jeśli taka więź już istnieje. Emocje całkiem dosłownie tworzą między nimi coś jakby kanał czy pępowinę, przez którą mogą w obie strony przepływać energia i wiedza. Więź staje się tym silniejsza, im silniejsze są emocje i im mniej energii marnuje się na zabłąkane myśli i rozpraszanie uwagi. Tak więc najbardziej pożądana jest jednostronna koncentracja.

Do tego ograniczenia, jakie mag nakłada na upragniony kontakt stają się ograniczeniami samej więzi, zmniejszając jej “przepustowość”. Jeśli mag będzie się upierał, żeby duchowa moc czy istota zamanifestowała się w pewien konkretny sposób, to szanse na jej pojawienie się będą mniejsze – albo manifestacja będzie słabsza. Ale w przypadku bezwarunkowego pragnienia doprowadzenia do kontaktu prawdopodobieństwo reakcji będzie znacznie większe, a kiedy już reakcja się pojawi, będzie silniejsza. Jeżeli więc mag odprawiający rytuał w celu zdobycia pieniędzy pragnie, by pojawiły się one w postaci czeku, szanse, że mu się uda, są znacznie mniejsze, niż gdyby był gotów przyjąć je w każdej formie.

W swej najdoskonalszej postaci ta bezwarunkowa namiętność staje się niemal nieodróżnialna od tego, co nazywa się Miłością Bożą – od najbliższego transcendentalnemu stanowi matczynego aspektu boskości stanu, jaki da się (w światach manifestacji) osiągnąć. Taka namiętność przeradza się w stan czystego związku, czystej Miłości, w którym zacierają się wszelkie rozgraniczenia. Znika tak natura maga, jak i natura inwokowanej istoty, obie bez reszty zatracone w łączącej je więzi.

Wyobraźnia to środek (czy raczej umożliwienie działania środkowi), dzięki któremu magia przynosi efekty. Wszystko wskazuje na to, że osobista wyobraźnia płynnie wtapia się w światło astralne, w rozleglejszy magiczny wszechświat; nie da się jednoznacznie wskazać granicy, za którą kończy się jedno, a zaczyna drugie. Obiekt, który był początkowo tworem czysto wewnętrznym – zbudowanym i podtrzymywanym przez wyobraźnię maga, napędzanym siłą jego emocji – może przenieść się w światło astralne i zacząć żyć swoim własnym, niezależnym od jego twórcy życiem. Może gromadzić pewien rodzaj magicznej mocy albo stać się dla niej naczyniem i zacząć oddziaływać na swojego twórcę (albo innych ludzi) na sposoby, do których nie wystarczy sama tylko wyobraźnia maga.

Bywa też na odwrót: istoty i moce funkcjonujące na poziomach, których mag jeszcze nie postrzega, mogą mu się ujawnić poprzez jego bierną, nastawioną na odbiór wyobraźnię, uświadamiając mu istnienie innych światów doświadczenia i wprowadzając go w nie.

Wykorzystywane w magii symbole to kształty, które po wyobrażeniu ich sobie wykazują tendencję do ściągania ze światła astralnego pewnych konkretnych rodzajów mocy, zawężonych jeszcze przez intencję maga. W rezultacie kształt naczynia decyduje o tym, co można w nim umieścić; proste figury geometryczne (takie jak pentagram i heksagram) przyciągają stosunkowo czyste, podstawowe moce; złożone symbole (na przykład godformy ) przyciągają odpowiednio złożone kombinacje mocy.

Kiedy mag rzutuje wizerunek symbolu na swoje otoczenie, powstaje magiczna przestrzeń, w której panują warunki nakłaniające światło astralne do zgodności z tym symbolem. Obszar ten staje się bardziej atrakcyjny dla inwokowanych rodzajów mocy, wygodniejszy dla istot magicznych, których naturę odzwierciedla dany symbol. Świat magicznych mocy i świat maga przecinają się wtedy, umożliwiając wzajemne oddziaływanie.

(Szczegółowy opis praktyk służących rozwinięciu wyobraźni i stworzeniu magicznej przestrzeni ogólnego użytku można znaleźć w moim artykule A Short Course in Scrying. Niniejszy tekst pokazuje na konkretnym przykładzie, jak wykorzystuje się te dwie rzeczy w sceremonializowanych rytuałach.)

Trzecim filarem i ostatecznym kluczem do osiągnięcia sukcesu w magii jest coś, co nazywam czuciem albo odczuciem. Żeby spowodować faktyczne zajście pożądanych warunków, trzeba wytworzyć w sobie wrażenie czy też odczucie, że stworzone przy pomocy wyobraźni obiekty są rzeczywiste, a cel operacji już został osiągnięty. Kiedy w magicznym wszechświecie postępuje się tak, jakby jakaś rzecz była rzeczywista, staje się ona rzeczywista. To odczucie rzeczywistości jest takim pociągnięciem za cyngiel, które wyrzuca symbol z wyobraźni w światło astralne.

Łatwo to opisać, ale wygląda na to, że w praktyce to właśnie ten trzeci czynnik przysparza większości ludzi najwięcej trudności. Winne jest zwykle intelektualne zwątpienie (”Przecież wiem, że tylko to sobie wyobrażam”) albo różnego rodzaju lęki (na przykład “A co jeśli od tego zwariuję?”) Mag musi na czas trwania operacji bezwzględnie usunąć jedno i drugie ze świadomości. Kiedy skończy pracę, może sobie wątpić i drżeć ze strachu, ile mu się podoba; pewna domieszka zwątpienia i krytycznego podejścia jest w tedy całkiem zdrowa i na miejscu. Ale w czasie rytuału musi być całkowicie skupiony na odczuwaniu (nie myśleniu!), że to, co tworzy, jest realne.

Niektórzy mogą się obawiać, że myśl, według której “wiara przenosi się na rzeczywistość” jest w istocie formą autohipnozy czy oszukiwania samego siebie poprzez zmniejszenie zdolności do krytycznego myślenia. Tych obaw pozwala się pozbyć odprawienie rytuału z autentycznym powodzeniem. W którymś momencie operacji zostaje przekroczony pewien próg: siła inwokacji wywołuje (silniejszą od niej) reakcję pochodzącą skądś z zewnątrz maga. Wydarzenia w jego magicznej przestrzeni zaczynają żyć własnym życiem, przynajmniej częściowo niezależnym od jego woli. I – co najistotniejsze – zaczynają przejawiać intensywność, bogactwo i fakturę, których wytworzenie przy pomocy samej tylko wyobraźni jest po prostu niemożliwe, choćby się było i najbieglejszym w posługiwaniu się nią. Raz tego doświadczywszy, nawet sceptyczny umysł będzie musiał przyznać, że wydarzenia te są w pewnym sensie “rzeczywiste”, nawet jeżeli nie są rzeczywiste w tym samym sensie co bardziej przyziemne zdarzenia.

A zatem żeby magia działała skutecznie, emocje muszą wytworzyć więź z zewnętrznym wszechświatem magicznym, wyobraźnia musi zogniskować tę więź, skupiając ją na wyznaczonym celu, a odczucie musi potwierdzić realność pożądanych rezultatów. Pełen sukces nie nadejdzie za pierwszym razem; u większości ludzi nawet nie za pięćdziesiątym. Uwarunkowanie umysłu do właściwego przeprowadzania praktyk magicznych wymaga czasu. Ale już osiągnięcie jednego sukcesu sprawia, że kolejne przychodzą częściej.

całość artykułu jest dostępna pod adresem: www.czarymary.pl/browe.html

Runiczna mitologia, historia

Runy Komentarze (0) »

Samo słowo runa (run) – oznacza nie tylko literę runiczną, ale przede wszystkim “tajemnicę, wiedzę magiczną”. Słowo to kojarzy się również ze staroniemieckim runa lub runen (szeptać), staroangielskim reonian (mruczeć), staroirlandzkim run (tajemnica), staroangielskim runian (mówić cicho), albo liczbą mnogą irlandzkiego słowa runar (sekrety).

Dla niektórych runy są tylko alfabetem, który służyć miał do pisania, dla innych – magicznym narzędziem podarowanym ludziom przez bogów – dzięki któremu można rozwijać się duchowo, przyciągać szczęście, miłość i powodzenie w życiu, odstraszać złe moce.
Okazuje się, że runy nie miały służyć pisaniu, w obecnym znaczeniu tego słowa – najstarsze, znane ludom germańskim formy czytania i pisania obejmowały ryte, a nie tworzone za pomocą barwnika litery. Runy, przeznaczone były głównie do wycinania w drewnie, które było łatwo dostępne, dlatego kształty liter w najwcześniejszej fazie unikały krzywizn, które były trudne do wycięcia w tak włóknistym materiale. Litery składały się z pionowo prowadzonych cięć oraz cięć ukośnych. Unikano nacięć pionowych, które łatwo można było pomylić z włóknami drewna i byłyby trudne do rozróżnienia. Taka metoda komunikowania się czy zapisywania run była prosta, tania i wygodna. Większość Germanów nosiła przy sobie noże. Kawałek drewna można było znaleźć wszędzie. Długość runicznej wiadomości była zwykle ograniczona, ciężko było o odpowiednio duże – nadające się do rycia bardzo długich tekstów kawałki drewna. Do przesyłania informacji małe kawałki drewna z wyrytymi runami były idealne. Jeżeli popełniło się błąd w “pisaniu” można było w prosty sposób zestrugać błędą literę i wyryć ją jeszcze raz. A kiedy wiadomość została przekazana, można było taką deszczułkę po prostu spalić. Runy ryto także w kamieniu.

Runy kuto w kamieniu lub wycinano w drewnie, ozdabiano nimi broń, naczynia, różnorodne przedmioty codziennego użytku, zapisywano przy ich pomocy zaklęcia nad drzwiami domów i na dziobach okrętów. Magiczne zaklęcia miały odstraszać wrogów i przyciągać powodzenie, szczęście i miłość. Obecnie runy służą głównie do wróżenia. Do runicznej wróżby można używać run malowanych na kamieniach, rytych w drewnie lub po prostu kart runicznych. Runy mogą także służyć do tworzenia talizmanów i amuletów czy też mandali runicznych.

Najstarszy alfabet runiczny składa się z 24 znaków. Od pierwszych sześciu liter został on nazwany futharkiem. No właśnie, 24, a nie jak można spotkać w literaturze – 25. Ten dodatkowy znak, zwany runą wyrd, został dodany podobno dopiero w latach 60-70. Choć omawiam tutaj również tę 25 runę – sugerowałabym, aby jednak z niej zrezygnować przy tworzeniu własnych run.

Gdzie i kiedy wynaleziono runy – dokładnie nie wiadomo. Podobieństwo do liter łacińskiego alfabetu kazało dawniej wnioskować uczonym, że pismo pojawiło się wśród ludów germańskich zamieszkujących w – lub pobliżu – Imperium Rzymskiego, co prowadziło do wniosku, że runy były adaptacją bardziej prestiżowego alfabetu, na potrzeby “barbarzyńców”. Wczesne obiekty runiczne odnaleziono w Europie, w Pietroassa w Rumunii, Dahmsdorf w środkowych Niemczech i w Kowlu na Ukrainie – co sugerować może, że zostały wynalezione w tym rejonie, na pograniczu Dunaju lub za Wisłą, prawdopodobnie przez Gotów. Niedawno jednak, wpływowy duński uczony, Erik Moltke, argumentował, że runy są autorstwa jednego z germańskich plemion zamieszkujących Danię, prawdopodobnie w południowej Jutlandii. Mimo wszystko, sprawa nadal pozostaje niewyjaśniona.
Ale, przejdźmy do zupełnie innej i chyba bardziej interesującej teorii, wyjaśniającej, skąd wzięły się runy. Ma ona swe korzenie w mitologii skandynawskiej. Istnieje wiele odmian i wariantów mitu, który opowiada o tym, jak Odyn (Odhinn) zwany także Wotanem lub Wodanem otrzymał runy i podarował je ludziom, po to, by mogli korzystać z ich mocy.

Odyn najpierw poświęcił swoje oko, wrzucając je do studni Olbrzyma Mimira. Mógł za to napić ze źródła wiedzy i mądrości. Tracąc częściowo zdolność widzenia, zyskał zdolność widzenia nadprzyrodzonego. Brak oka, podobnie jak innego rodzaju ułomności, są widomym znakiem związków z zaświatami. Następnie Odyn, składając ofiarę z samego siebie, przebił sobie bok włócznią, a bogowie powiesili go za stopę – głową w dół – na świętym drzewie świata Yggdrasilu. Wisiał tak dziewięć długich dni i nocy, cierpiąc – dopełnił w ten sposób całości misterium wtajemniczenia i śmierci. Po dziewięciu dniach, nawiedziło go światło nareszcie odkrytych run. Odgadując ich sens, Odyn stał się władcą rytych znaków mocy. Wyrył je wszystkie na kijach magicznych, następnie zeskrobał je dobrze naostrzonym nożem na drobne wiórki, które zmieszał z miodem i dał do wypicia ludziom, przekazując im w ten sposób magiczne znaki.
Odyn pouczał, że z run należy korzystać we wszystkich życiowych okolicznościach, gdyż są one przewodnikiem i służą pomocą.

Mit samoofiary Odyna, mówi zarazem o inicjacji i ofierze. Śmierć Odyna nie była symboliczną śmiercią naturalną. Wyobrażano ją sobie raczej jako prawdziwą śmierć i zmartwychwstanie. Wotan przechodzi przez fazę powstawania, do fazy bytu, a poprzez nią ku etapowi przejścia w niebyt, który prowadzi ku nowemu powstaniu przyszłego bytu. Tkwi on w idei wiecznego powrotu, życia, na które składają się ciągle narodziny i śmierć.
Wielu badaczy utrzymuje, iż ta ofiara z samego siebie stanowiła klasyczny ryt inicjacyjny, występujący w praktycznie wszystkich archaicznych kulturach szamańskich. Odyn wstąpił w zaświaty, stan bliski śmierci, choć śmierci nie równoznaczny, w którym dane mu było dojrzeć istnienie wszystkich swych manifestujących się bytach, bądź niebytach, w nowym świetle. To odmieniające cały stosunek do życia i śmierci doznanie, wypycha przeżywającego je człowieka, a nawet jak w tym przypadku boga Odyna, ze zwykłego stanu świadomości, ku zupełnie nowym wymiarom psyche, gdzie wszystko staje się możliwe i zupełnie naturalne.

runy.com.pl
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj